Zabawimy się?

Data - 5 lutego 2015 / Autor - Agnieszka Łukomska / Kategoria - Blog

http://dlwallhd.com/

Piękna, długowłosa. Siedzi przy oknie na kolorowym krześle w lakiery do paznokci lub jak kto woli lody na patyku. Wyprostowane plecy, ciemne pukle opadają jej na ramiona. Wpatrzona w kartę obiecującą kilka słodkich smaków. Podchodzi on, przysiada się bez pytania zapatrzony w jej twarz.

Lekko zakłopotana, ale i zachwycona jego nonszalancją nieśmiało się uśmiecha. Oboje się bawią. W dorosłych. Jej nóżki dyndają radośnie, nie sięgając podłogi. Odwrócona do góry nogami karta menu zdradza, że ta niespełna czteroletnia piękność nie umie jeszcze czytać. Dwuletni ON nie umie nawet mówić, stąd tak silna i prostolinijna jest mowa jego ciała. Chce się z nią bawić, więc podszedł i wlazł na krzesło w lakiery do paznokci. Bez żadnego ą ę, czy można, czy wypada, chciał, to wlazł.

Dwa stoliki dalej inny dzień. Ona nieśmiało zerka na niego spod poczochranych włosów. Buzia umazana lekko kremem mascarpone, o czym przekona się dopiero za kilka godzin, kiedy zerknie w lusterko. Nuci pod nosem, że ma moc, czy jakoś tak… On bawi się guzikami. Zakasał rękawy jak zawsze, oblizuje palce, chrupie marchewkę. Nie mówi nic, chociaż umie. Ona też umie. Od kilkudziesięciu lat władają językiem polskim w stopniu więcej niż komunikatywnym z pełną odmianą przez przypadki, koniugacją i tym całym językoznawczym resume. Ni jak się nie rozumieją. Oboje się bawią. W dzieci.

Patrzę na to codziennie. Patrzę, widzę i nie grzmię. Tylko coraz mniej rozumiem. Kiedy jesteśmy brzdącami, które palcem, płaczem lub krótkim „da, ta, ma” wyrażają większość swoich emocji, pragnień, potrzeb, lęków marzymy o tym, by wreszcie powiedzieć coś, co zostanie absolutnie totalnie zrozumiane. Chcemy gadać „jak dorośli”, którzy znają tyle suuuuper trudnych słów, którymi mogą sobie wszystko co ważne raz dwa powiedzieć, bez machania łapkami czy ślinienia brody.

A zaraz potem, ani się obejrzeć, mamy brodę nawet czasem z wąsem, całkiem jędrne piersi, jakieś pierwsze zmarszczki, udokumentowaną znajomość kilku języków, kredyt na mieszkanie, samochód na raty, i jakieś tam nadzieje na przyszłość. Ale ni w ząb dogadać się da. Żeby się dogadać, trzeba pójść na jakiś kurs, warsztat, szkolenie, spotkanie z coachem albo co gorsza terapię za 7 dych za godzinę. Drogo! I wszystko do dupy. Bo teraz jak jest tak fajnie, jak możne bez ślinienia się i machania rękami powiedzieć, daj, weź, przestań, zacznij, Ty, ja, nie, tak i kilka innych trudnych fraz nawet wielokrotnie złożonych z całą feerią przydawek i spójników, to my się jak dzieci bawimy … w dzieci. W niemowlęctwo…, którego nazwa nie przez przypadek bierze się z „nie mówienia”. Pieprzyć taką dorosłość. Zabieram zabawki i… nie wiem, jak to powiedzieć…

  • Mika Szy

    Oj tak..dlatego zawsze wale „kawa na lawe”,zeby zycie sobie uproscic..bo i tak jest samo w sobie wystarczajaco popieprzone..a moze to my je sobie tak chrzanimy?