Momenty były

Data - 4 grudnia 2014 / Autor - Agnieszka Łukomska / Kategoria - Blog

nogi

Kiedy marzysz o motocyklu, to często tak naprawdę marzysz o wolności, przestrzeni, niezależności. Kiedy marzysz o wycieczce na Bali, to również marzysz o wolności, przestrzeni, niezależności. No i może jakimś przystojnym Indonezyjczyku, ale to i tak wychodzi na to samo. Podobnie z domem pod lasem, tatuażem na barku czy skokiem na spadochronie. Z Ciuciubabką było dokładnie tak samo. Bo prawdziwe marzenie definiuje właśnie to, że trudno je ogarnąć granicami i wyznaczyć metę ☺ No bo co nią jest? Kluczyki do motocykla w garści, pierwsza przejażdżka, moment kiedy Ty i motocykl sam na sam spotykacie się w garażu? Moje marzenie wystartowało dawno temu, ale do meta dochodziłam wielokrotnie 😉

Momenty były. Pierwszy, kiedy znalazłam TO miejsce – pachnące świeżo kruszoną cegłą, z wielkimi słonecznymi oknami. Brudno, gruz i wilgotno. Zakochałam się. Drugi moment to było właśnie moje „sam na sam w garażu”. Przyszłam sama wieczorem z kluczami w garści. Dotykałam dłonią nierówne ściany. Fantazjowałam, o pobrzękiwaniu filiżanek, o zapachu, jaki będzie wypełniał to miejsce o poranku. Kolejny moment przyszedł, kiedy ważne Panie podpisały ważne dokumenty. Było po 12.00. Wyjęłam z lodówki szampana, zarzuciłam nogi na stół. I celebrowałam tę chwilę. Z córką.

Potem pierwszy gość. Americano, lemoniada, tarta z owocami. Przyszedł z kwiatami, ciut przed czasem. Szarmancki, z wąsem. 12 godzin później wyszłam nieżywa z kawiarni. Nieżywa na tyle, by nie wiedzieć, czy już jestem szczęśliwa. Ale ten najważniejszy moment, kiedy rozumiesz, gdzie jesteś, co masz, ile za Tobą, przyszedł zupełnie niespodziewanie. Zwykły wakacyjny dzień. Kilkoro gości przy stolikach. Bose dziecięce stopy biegające po jasnej od słońca podłodze. Stałam za barem. I nagle wszystko zobaczyłam. Moją siłę, strach przełykany, gdy nikt nie patrzył, determinację, nieprzespane noce, palce brudne od farby, zniszczony manicure, swoją damską torebkę, która na tych kilka miesięcy zamieniła się w magazyn budowlany, zakurzone buty. I to stojące kilka metrów przede mną dziecko, „przyklejone do szyby”, czekoladowymi łapkami pozostawiające ślady swojej beztroski. Za chwilę jego śmiech, kiedy biegł w ramiona mamy. Wtedy do mnie dotarło. Takie łzy smakują najlepiej ☺

  • TitoMama

    A ja z góry i z dołu przepraszam za wszytskie odciski dłoni i nosa i ust na Twojej słodkiej gablocie chłodzącej.

    • Ciuciu

      Nie przepraszaj. Te odciski znaczą bardzo wiele 😉 A TE cztery łapki, które przyprowadzasz skradły mi serce 😉

  • Mika Szy

    No i ja tez sie poplakalam.znowu :p
    Gratulacje Aga.tak trzymaj!