Korpokicia i sfilcowany sweter

Data - 2 maja 2014 / Autor - Agnieszka Łukomska / Kategoria - Blog

team3

Absolutnie nie miałam ochoty na to spotkanie. Ubrałam się dość niestosownie. Jak na korpokicię przystało, moje buty miały ciut za niski obcas, dekolt za bardzo epatował jeszcze nieopaloną skórą, krok w spodniach też był ciut nisko. Marynarka z podwiniętymi rękawami. W ogóle cała byłam za mało „na szaro”. Siedziałam i czekałam. Serce nie biło szybciej, dłonie się nie pociły. Ale wizualizowałam go… Jak zaraz tu wejdzie, pochyli się nieco w moją stronę… Na pewno z wąsem, na pewno w sfilcowanym swetrze, na pewno olśni mnie swoimi zakolami.

Oczywiście spóźniał się. W końcu wszedł… Nie, nie, cały w bieli. Nie miał nawet sfilcowanego swetra leniwie wylegującego się na ciut za dużym brzuchu. Za to w doskonale dobranych markowych oprawkach, marynarce z łatami na łokciach, z zarostem, o którym kobiety fantazjują, pachniał dobrym smakiem, przeprosił za spóźnienie. Usiadł wystarczająco daleko, ale i blisko. Rozmawialiśmy o wszystkim, najmniej o tym, po co się spotkaliśmy. Wydawał się mnie ciekaw. Pytał co czytam, co lubię, jak i co robię. Sporo uwagi poświęcił mojej przeszłości, wspominał coś o wspólnej przyszłości… Niby nie do końca, ale jednak trochę, tak jakby, mimo chodem obiecywał, że da mi swobodę, samodzielność, że mi zaufa…
Powiedział, że zadzwoni…

Zadzwonił. 9 miesięcy później byłam już w zupełnie innym miejscu!